Lech Poznań zgodnie z przewidywaniami łatwo poradził sobie z Wisłą Kraków triumfując 3:0, ale tak naprawdę był to najniższy wymiar kary dla „Białej Gwiazdy”.
Kolejorz oddał w piątek 18 strzałów z czego 5 w pierwszej połowie i 5 celnych w całym spotkaniu. Szczególnie w pierwszej odsłonie lechici dosłownie chcieli wejść z piłką do bramki grając momentami jak FC Barcelona i to zupełnie niepotrzebnie. Gra poznaniaków wyglądała efektownie, ale za to była szalenie nieskuteczna i denerwująca. – „Już w przerwie w szatni mówiliśmy sobie, że zaczęliśmy grać tiki-takę. Tak byśmy mogli grać przy 5:0, a nie 2:0, bo to bardzo niebezpieczny wynik. Na drugą połowę wyszliśmy jednak z zamiarem strzelenia kolejnej bramki i to nam się udało.” – przyznał kapitan „niebiesko-białych”, Hubert Wołąkiewicz.
Lech Poznań na dobrą sprawę zakończył emocje we wczorajszym spotkaniu już w 11. minucie. Sam Łukasz Teodorczyk był trochę zaskoczony tak wysokim prowadzeniem już na początku meczu. – „Te szybkie bramki trochę nas wytrąciły. Chcieliśmy nagle pięknie grać w piłkę, ale nie przynosiło to żadnego efektu.” – powiedział „Teo”, który nie jest zadowolony z nieefektywnej tiki-taki. – „Szybkie dwie bramki ustawiły ten mecz i w pierwszej połowie były takie momenty w których było za dużo zabawy. To na pewno było niepotrzebne. Czuliśmy wtedy pewność siebie.” – dodał natomiast pomocnik, Łukasz Trałka.
Z kolei z szybkiego prowadzenia bardzo zadowolony jest obrońca Mateusz Możdżeń, który w piątek był jednym z lepszych graczy na boisku. –„Szybkie gole ustawiły mecz i daj Boże, by zawsze tak było. Właśnie w tych pierwszych 15 minutach mieliśmy pokazać, że u nas w domu dominujemy. Wiedzieliśmy na co stać Wisłę i na co stać Semira Stilica. Znaliśmy jego walory i nie dawaliśmy mu się obrócić z piłką.” – powiedział zadowolony po zwycięskim pojedynku Mateusz Możdżeń, który występując na prawej obronie robi coraz to większe postępy.
Rezultat 3:0 to oczywiście najniższy wymiar kary dla Wisły. Poznański Lech momentami wręcz bawił się z krakowianami traktując swojego rywala jak zlepek amatorów. Kolejorz długo prowadził jednak 2:0, a przypadkowa akcja gości mogła przecież zakończyć się golem, a nawet sytuacją z Łodzi. Skuteczność szwankowała wczoraj mocno i Wielkopolanie będą chcieli ją poprawić. – „Na boisku było trochę nerwowości i dopiero ta trzecia bramka nas uspokoiła. Mieliśmy mnóstwo sytuacji, które powinniśmy wykorzystać. Skuteczność to minus i trzeba będzie to poprawić.” – zaznaczył na koniec kapitan, Hubert Wołąkiewicz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz